Lepiej żyje się kolesiom
Treść
Igor Ostachowicz jako członek Zarządu PKN Orlen zainkasuje 160 tys. zł miesięcznie (FOT. M. BORAWSKI)
„Miliardy dla samorządu. Lepsze życie Polaków” – to hasło przedstawione wczoraj przez Platformę Obywatelską na listopadowe wybory do samorządów.
Z nie tak odległej przeszłości pamiętamy inne hasło wyborcze Platformy: „By żyło się lepiej. Wszystkim”. Szkoda, że tylko z przedwyborczych haseł Platformy Obywatelskiej Polacy mogą się dowiadywać, że pod rządami PO będzie się żyło lepiej. Nie wszyscy jednak mają powody do narzekania, zwłaszcza jeżeli należą do platformerskiej grupy kolesiów. A narzekać nie może między innymi Igor Ostachowicz. Ostachowicz to człowiek, który stojąc przez ostatnie lata u boku premiera Donalda Tuska, wspólnie z już byłym szefem rządu wymyślał propagandowe akcje ekipy Tuska zmierzające de facto do zmanipulowania ludzi i odwrócenia uwagi od najistotniejszych spraw w kraju, z którymi rząd Platformy sobie nie radził.
Swoich zdolności manipulowania sprawianiem wrażenia Ostachowicz, po zakończeniu współpracy z premierem, nie będzie jednak wykorzystywał w całkowicie prywatnym biznesie. Pracę znalazł w kontrolowanej przez Skarb Państwa spółce, a nowe stanowisko zajmie bynajmniej nie dlatego, że wygrał jakiś konkurs, lecz z polecenia ministra Skarbu Państwa Włodzimierza Karpińskiego. Propagandzista ekipy Tuska nie obejmie też dyrektorskiego stołka w biurze prasowym czy Public Relations, lecz znalazł miejsce aż w Zarządzie PKN Orlen.
Resort Skarbu Państwa poinformował, że – wybierając właśnie Ostachowicza – minister skarbu wykorzystał swoje uprawnienia do wskazania jednego przedstawiciela w zarządzie tej spółki. Ostachowicz obejmie funkcję członka zarządu ds. korporacyjnych i komunikacji i będzie odpowiedzialny za działania w zakresie komunikacji korporacyjnej.
To swoiste wynagrodzenie za wierną służbę Donaldowi Tuskowi będzie kontrolowaną przez Skarb Państwa spółkę słono kosztować. Przeciętne wynagrodzenie członka zarządu Orlenu za ubiegły rok przekroczyło bowiem 2 mln złotych. Zapewne nie do pogardzenia będzie też kwota przysługującej odprawy po opuszczeniu firmy.
W tym momencie przypominają się słowa, jakie padły w upublicznionych przez tygodnik „Wprost” nagraniach nielegalnie podsłuchanych rozmów z udziałem biznesmenów i polityków PO. Paweł Graś, sekretarz generalny Platformy, w rozmowie z wciąż aktualnym prezesem PKN Orlen Jackiem Krawcem oświadczył m.in.: „Donald po to wsadził tam na chwilę Kiliana, żeby tam wziął odprawę”. Krzysztof Kilian, kolega Donalda Tuska, w marcu 2012 roku został wybrany na prezesa innej kontrolowanej przez Skarb Państwa spółki – Polskiej Grupy Energetycznej, a rezygnację złożył „po różnicy zdań z premierem Tuskiem” w listopadzie 2013 roku. Członkowie zarządu PGE, którzy odeszli z PGE w 2013 r. – w tym Kilian – otrzymali łącznie ok. 6,9 mln zł świadczeń po okresie zatrudnienia.
Przypadek Ostachowicza to swego rodzaju korupcja polityczna będąca kolejnym przykładem upadku i moralnej degeneracji środowiska Platformy Obywatelskiej. Do tego typu patologii zapewne nie dochodziłoby, albo przynajmniej nie na taką skalę, gdyby w naszym kraju przewagę miały uczciwe media. Te o największym dostępie do widzów stały się jednak tubami propagandowymi rządzących. Na porządku dziennym był ich udział w tuszowaniu wraz z rządzącymi afer z udziałem członków rządu. A niczym niezwykłym nie było marginalizowanie przez media – w tym także te, które każą sobie płacić przymusowy abonament – niewygodnych dla rządu Platformy tematów.
Rządowi PO niemal na sucho uchodziło, że przez niespełna dwie kadencje rządził na koszt przyszłych pokoleń Polaków – podwoił kwotę zadłużenia kraju, przejadł pieniądze odkładane na emerytury, a do tego podwyższał podatki (m.in. stawki podatku VAT) czy składki płacone przez pracodawców za pracowników wpływające na koszty zatrudniania pracowników. Dodatkowo, efekt rządów PO to ponowny wzrost emigracji zarobkowej. Z kraju wyjeżdżają ludzie w pełni sił, którzy pracując w Polsce, mogliby płacić składki i podatki do krajowego budżetu. Ironią losu jest to, że Donald Tusk, który zafundował nam podwyżkę wieku emerytalnego do 67. roku życia, organizując przy tym wielką akcję propagandową, przekonując, że „dla wszystkich będzie lepiej, gdy później przejdziemy na emeryturę” – jako unijny urzędnik – osiągnie wiek emerytalny po skończeniu 62. roku życia.
Oczywiście Donald Tusk czy wspomniany Ostachowicz, obserwując dziś swoich krytykantów krzyczących o „pasożytowaniu na polskim państwie”, mogą z politowaniem kiwać głowami, cynicznie się śmiać i w myślach pytać i sami sobie odpowiadać: „I co nam zrobicie? Nic nam nie zrobicie”. W ostatnich dniach mieliśmy również inny interesujący przypadek, obecnej minister infrastruktury i rozwoju Marii Wasiak. W maju 2011 r. Wasiak została powołana na stanowisko prezesa zarządu Polskich Kolei Państwowych, a w kwietniu 2012 r. stanowisko prezesa zamieniła na wiceprezesa PKP. Po tym, gdy porzuciła pracę w zarządzie PKP – przyjmując propozycję Ewy Kopacz, została ministrem – Polskie Koleje Państwowe wypłaciły Wasiak odprawę w kwocie 510 tysięcy złotych, co odpowiada równowartości jej 12-miesięcznego wynagrodzenia za pracę w zarządzie PKP. Zdaje się, że w PKP po minister Wasiak ciągle jest wakat. Czy Paweł Graś ma już nową robotę?
Artur KowalskiNasz Dziennik, 26 września 2014
Autor: mj