Komornik w Koronce
Treść
Nie ma szans na umorzenie Spółdzielni Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego "Koronka Bobowa" w Jankowej zaległego podatku od nieruchomości. Po przekroczeniu kolejnego terminu spłaty, gmina była zmuszona wdrożyć postępowanie komornicze, by odzyskać prawie 100 tys. zł. Spółdzielnia od wielu lat przeżywa kłopoty finansowe. Załogę trzeba było zredukować z 250 do 20 osób, a sprzedaż wytwarzanego tam rękodzieła jest dziś szczątkowa. Konsekwencją braku dochodów są zaległości podatkowe. Te, dotyczące podatku od nieruchomości, nagromadziły się z pięciu lat i dziś przekraczają 100 tys. zł. Dużą część tej kwoty, bo 26 tysięcy, stanowią odsetki. - Mamy problem, bo po wdrożeniu egzekucji komorniczych zablokowano nam konto - mówi prezes zarządu spółdzielni Jerzy Abram. - Tym samym wszystkie pieniądze, które tam wpływają automatycznie będzie przejmować gmina. Nie możemy nawet kupić materiałów niezbędnych do realizacji bieżących zamówień. Jerzy Abram liczy, że uda mu się osiągnąć porozumienie w drodze negocjacji z wójtem gminy Bobowa Wacławem Ligęzą. Ten zapewnia, że jest otwarty na dialog, choć zastrzega, iż nie może w nieskończoność odwlekać momentu spłaty długów przez spółdzielnię. Stanowią one część dochodów gminy zakładanych przy planowaniu każdego rocznego budżetu. - W ciągu ostatnich czterech lat łączny koszt pomocy publicznej na rzecz spółdzielni w Jankowej przekroczył sto tysięcy złotych - przekonuje Wacław Ligęza. - Połowę tej kwoty stanowią umorzenia podatku od nieruchomości, część stanowi przeniesienie własności wyrobów na gminę. Przejęliśmy towar o wartości 10 tysięcy złotych wspomagając w ten sposób "Koronkę Bobowa". Wcześniej zalegał w magazynach, a my możemy go wykorzystać na przykład jako nagrody, czy prezenty. Nie można jednak umarzać całości podatku od nieruchomości, bo gmina także poddawana jest kontroli finansowej i trudno się z takich decyzji wytłumaczyć. Zresztą rodzą one poważne konsekwencje, ponieważ oznaczają obcięcie subwencji dla gminy. To dlatego, że ciągłe umarzanie należności z tytułu podatku od nieruchomości rodzi podejrzenie, iż gmina jest bogata, skoro stać ją na takie gesty. Tym samym można na nią przeznaczać mniejsze środki w przeliczeniu na mieszkańca. Wacław Ligęza przekonuje, że rozumie trudną sytuację spółdzielni w Jankowej. Z drugiej strony oczekuje inicjatywy i działań, które by rodziły nadzieję na to, że zakład w końcu wyjdzie na prostą. - Bez typowo menedżerskiego podejścia do sprawy nie uda się tego osiągnąć - twierdzi Wacław Ligęza. - Potrzebna jest mocna promocja i inicjatywa. Tymczasem niedawno zaproponowałem spółdzielni utworzenie strony internetowej reklamującej jej wyroby. Chociaż usługa byłaby bezpłatna, to jednak nie spotkała się z zainteresowaniem. Wójt nie kryje, że liczył na spłatę choćby części zobowiązań w związku ze sprzedażą prywatnemu inwestorowi z Łużnej hali po tkalni kilimów (o czym informowaliśmy w ubiegłym tygodniu). Jednak dochód ze zbycia obiektu o łącznej powierzchni 1100 metrów kwadratowych, wystarczył tylko na uregulowanie trzyletnich zaległości spółdzielni wobec ZUS oraz części poborów dla pracowników. Na zaległy podatek od nieruchomości pieniędzy już nie wystarczyło. Jerzy Abram sugeruje, że sytuację może zmienić spodziewany wzrost koniunktury na rękodzieło, wynikający z likwidacji Zakopiańskich Warsztatów Wzornictwa, największego cepeliowskiego zakładu specjalizującego się w wytwarzaniu tkanin artystycznych. Jest to jednak tylko zapowiedź procesów, które na rynku jeszcze nie wystąpiły. (SZEL) "Dziennik Polski" 2007-12-06
Autor: wa