Gobeliny wracają do łask
Treść
Likwidacja Zakopiańskich Warsztatów Wzornictwa, największego cepeliowskiego wytwórcy tkanin artystycznych może przyczynić się do wzrostu zainteresowania produktami powstającymi w spółdzielni "Koronka Bobowa" w Jankowej. Już widać zwiększone zainteresowanie gobelinami, których cena osiąga kilkanaście tysięcy złotych. W spółdzielni pracuje tylko sześć gobeliniarek, które wykonują średnio po jednym gobelinie w miesiącu. Nie ma więc możliwości zwiększenia produkcji, chociaż nie można wykluczyć, że w przyszłym roku do koleżanek dołączą trzy pracownice przebywające obecnie na urlopach macierzyńskich. - Wygląda na to, że już w przyszłym roku na rynku pojawi się luka po zakopiańskim zakładzie i trzeba ją będzie wypełnić - przewiduje Jerzy Abram, prezes zarządu Spółdzielni Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego "Koronka Bobowa" w Jankowej. - Na pewno będzie to dotyczyć gobelinów, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów. Obecnie realizujemy sześć indywidualnych zamówień, w tym kolejną reprodukcję obrazu "Atak polskiej husarii pod Wiedniem" o wymiarach 180 na 250 centymetrów. Wykonanie takiego gobelinu trwa pół roku, a jego cena sięga 14 tys. zł. W przyszłym roku spółdzielnia chce ruszyć z nowym asortymentem, czyli produkcją narzut dekoracyjnych do sypialni. Będzie też monitorować rynek, który wydaje się znowu interesować szeroko rozumianym rękodziełem artystycznym. O tym, że produkty powstające w Jankowej mogą podobać się klientom świadczy m. in. fakt, że przed kilkoma laty zaczęli je podrabiać producenci z Chin. Wykorzystywali oryginalne wzornictwo i produkowali np. kilimy identyczne do tych, które powstawały w spółdzielni. Stosowali jednak znacznie gorsze materiały, co w porównaniu z tanią siłą roboczą dawało produkt, z którym Jankowa nie mogła konkurować. - Mieliśmy sygnały z USA, że Chińczycy podrabiają nasze produkty. Nie było nas jednak stać na to, by się z nimi procesować - ubolewa Jerzy Abram. Dodajmy, że założona w 1949 r. spółdzielnia w Jankowej cudem utrzymała się na rynku po zapaści na rynku rękodzieła. Dziś zatrudnia 20 osób, tymczasem w latach 70. pracowało tam łącznie ponad 700 rękodzielników. 250 zatrudnionych było na stałe w zakładzie, kolejnych 500 współpracowało ze spółdzielnią, wytwarzając towary chałupniczo. Wtedy w Europie panował boom na tego typu towary, które świetnie sprzedawały się m. in. w Niemczech, Danii, Francji i we Włoszech. Włosi szczególnie upodobali sobie kilimy podłogowe, które układali na kamiennych posadzkach swoich domów. Dobre czasy minęły wraz z napływem tanich chińskich produktów o kiepskiej jakości. (SZEL) "Dziennik Polski" 2007-11-14
Autor: wa